Przedszkolak w obliczu nowych wyzwań.
Jak pomóc dziecku pokonywać trudności-osobiste doświadczenia.
Jako rodzice mamy naturalny odruch, by chronić swoje dzieci.
Chcemy oszczędzić im rozczarowania, smutku, stresu i trudnych sytuacji. Gdy widzimy, że coś im nie wychodzi, często pierwszą reakcją jest chęć pomocy: podpowiedzieć, załatwić, wytłumaczyć, a czasem po prostu zrobić coś za nie.
Sama dobrze znam ten mechanizm.
Jestem mamą dwóch córek o zupełnie różnych charakterach i przez wiele lat zastanawiałam się przede wszystkim nad tym, jak wspierać je w obszarach, w których napotykają trudności.
Dopiero pewne spotkanie sprawiło, że zaczęłam zadawać sobie zupełnie inne pytanie:
A co, jeśli zamiast najpierw szukać tego, czego dziecku brakuje, zaczniemy od zobaczenia tego, co już ma?
Najpierw zobaczmy mocne strony dziecka
Duży wpływ na moje myślenie miało spotkanie z ekspertką zajmującą się Teorią Inteligencji Wielorakich Howarda Gardnera. Koncepcja Gardnera opisuje różne obszary ludzkich możliwości, między innymi inteligencję językową, logiczno-matematyczną, muzyczną, przestrzenną, ruchową, interpersonalną, przyrodniczą i intrapersonalną.
Dla mnie najważniejsza nie była jednak sama klasyfikacja.
Najważniejsza była zmiana perspektywy.
Zaczęłam patrzeć na moje córki nie przez pryzmat tego, czego jeszcze nie robią wystarczająco dobrze, ale tego, w czym są naturalnie mocne.
Jedna z moich córek nigdy nie wpisywała się idealnie w tradycyjny obraz szkolnych sukcesów. Za to niezwykle łatwo buduje relacje z ludźmi, fascynuje ją świat zwierząt, uwielbia sport, szybko biega, a swoje potrzeby potrafi komunikować z godną podziwu skutecznością.
Okazało się, że mam uzdolnione dziecko!. Ta teoria jest rewolucyjna dla mnie w tym znaczeniu, że jako rodzice i nauczyciele powinniśmy się skupiać najpierw nad tym co moje dziecko ma a nie nad tym czego mu brakuje. Zanim jako rodzice czy nauczyciele opracujemy plan „naprawiania” tego, co dziecku nie wychodzi, warto zatrzymać się i zobaczyć cały jego potencjał. Nie oznacza to oczywiście ignorowania trudności. Oznacza coś innego: zaczynamy od zasobów dziecka, a dopiero później zastanawiamy się, gdzie naprawdę potrzebuje naszego wsparcia.
Zmartwiony rodzic to zmartwione dziecko.
Państwa dzieci stoją obecnie przed dużym wyzwaniem ponieważ rozpoczyna się nowy rok szkolno-przedszkolny. Są dzieci które kończą żłobek i przychodzą do przedszkola, dla zaprawionych przedszkolaków to czas ponownej adaptacji i integracji i są też dzieci, które w tym roku przekroczą po raz pierwszy próg szkoły. Jak zatem wspierać rozsądnie swoje dziecko w tym czasie? Jak zabezpieczyć swoje emocje?
Zanim pojawi się kryzys, przypomnij sobie, dlaczego podjęłaś tę decyzję.
Kiedy rodzic podejmuje decyzję o rozpoczęciu przedszkola, zmianie przedszkola czy rozpoczęciu szkoły, warto jeszcze przed pierwszym trudniejszym dniem odpowiedzieć sobie na kilka pytań:
- Dlaczego wybrałam właśnie to przedszkole?
- Co było dla mnie najważniejsze podczas podejmowania decyzji?
- Czego chcę, aby moje dziecko tutaj doświadczyło?
- Jakich umiejętności i postaw chciałabym pomóc mu rozwijać?
Odpowiedzi na te pytania są bardzo ważne i wrócą do Państwa podczas pierwszego kryzysu czy niepowodzenia Państwa dziecka.
Pozytywne spojrzenie na dziecko to jedno, a drugie to wsparcie go i rozwijanie w obszarach stanowiących wyzwanie.
Nowe rodzinne wyzwanie
W tym roku zdecydowaliśmy z mężem, że połączymy rodzinny wyjazd z zagranicznym obozem naszych córek.
Po przyjeździe na miejsce zameldowaliśmy dzieci, obejrzałam obiekt chyba dokładniej, niż wymagała tego sytuacja, pomogłam im się rozpakować i wraz z mężem pojechaliśmy do hotelu oddalonego około godzinę od obozu.
Przed wyjazdem powiedziałam każdej z córek:
„Na pewno sobie poradzisz. Jeśli coś będzie nie tak, zadzwoń do mnie.”
Następnego ranka telefon zadzwonił.
„Mamo, przyjedź. Jestem niezadowolona. Nie jest fajnie.”
I wtedy zaczęła się znacznie trudniejsza część tego doświadczenia.
Nie dla niej.
Dla mnie.
Natychmiast pojawiły się wszystkie myśli, które zna chyba większość rodziców:
Moje dziecko jest nieszczęśliwe.
Może podjęłam złą decyzję.
Może powinnam natychmiast je zabrać.
Może wymagam od niej za dużo.
Wtedy musiałam przypomnieć sobie, dlaczego w ogóle zdecydowaliśmy się na ten obóz (wysłałam je tam żeby nabyły nowych doświadczeń, wyzwania stwarzają możliwości, chciałaś żeby trenowały język angielski.) Sprawdziliśmy wcześniej organizację, miejsce i opiekę. Wiedziałam, że są bezpieczne. Kończąc rozmowę zobowiązałam się, że przyjadę w odwiedziny w kolejnym dniu. Nie będę udawać, że jako mama w pełnym spokoju przespałam noc…
Nie przespałam.
Ale nie pojechałam też natychmiast po córkę.
Pod koniec obozu okazało się, że córka, która początkowo twierdziła, że prawie nic nie rozumie po angielsku, samodzielnie poszła do recepcji, wypisała się z zajęć hiszpańskiego i zapisała na sport.
Raz przespała śniadanie.
Pomyliła zajęcia.
W końcu przetłumaczyła sobie harmonogram dnia w telefonie i zaczęła samodzielnie z niego korzystać.
Poznała dziewczynkę z Wenezueli. Nie miały wspólnego języka w stopniu pozwalającym na swobodną rozmowę, a mimo to znalazły sposób, żeby się porozumieć.
Było wiele trudnych momentów.
A jednak obie córki chcą wrócić tam za rok.
Nie dlatego, że wszystko było łatwe.
Właśnie dlatego, że część rzeczy łatwa nie była, a one zobaczyły, że potrafią sobie z nimi poradzić.
Przenosząc własne doświadczenie na grunt przedszkola.
Drodzy Rodzice powierzacie nam swoje dzieci i my jako specjaliści wiemy jak należy się nimi zająć aby w przedszkolu się rozwijały, pokonywały trudności i miło spędzały czas. Po prostu nam zaufajcie i „Trust the proces” jak powiedziała ostatnio M.Chwalińska
Każda trudność przed jaką stanie dziecko czemuś służy, jeśli przezwycięży tą trudność stanie się znacznie silniejsze i dowartościowane. My dorośli kalkulujemy, przewidujemy, oceniamy a nasze dzieci wchodzą w sytuację i starają się sobie z nią poradzić, dzieci od razu działają. Każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Tylko czy „najlepiej” zawsze oznacza „najłatwiej”? Czy powinniśmy zawiązać but, zanim dziecko zdąży spróbować?
Dziś jako mama starszych dziewczynek wiem, że nigdy nie przychodzi idealny moment, by pozwolić dziecku samodzielnie zmierzyć się z trudnością. Zawsze mamy pokusę, żeby ochronić, podpowiedzieć albo zrobić coś za nie. A jednak warto zaczynać od małych kroków. Być blisko, wspierać, ale jednocześnie dawać przestrzeń do próbowania. Bo każde takie doświadczenie buduje w dziecku coś niezwykle ważnego: przekonanie „potrafię sobie poradzić”.
Sabina Madej, Lider Akademii Małych Einsteinów




